Stawka spotkania na Stadio Diego Armando Maradona była olbrzymia, a scenariusz, jaki napisali piłkarze obu drużyn, zadowoliłby najbardziej wybrednych fanów futbolu. Z jednej strony SSC Napoli, walczące o sportowe życie i pozostanie w Lidze Mistrzów, z drugiej Chelsea, która będąc już pewną awansu, biła się o prestiżowe miejsce w czołowej ósemce i przywilej wolnego losu w 1/16 finału. Ostatecznie to londyńczycy, po niesamowitej wymianie ciosów, wyrzucili włoską ekipę za burtę, wygrywając 3:2. Mecz ten miał jednak drugie dno – był starciem obecnej Chelsea z jej dawnym architektem, Antonio Conte, co mimowolnie przywołało wspomnienia transferowych zawirowań sprzed lat.
Festiwal błędów i zwrotów akcji
Początek rywalizacji zwiastował sukces gości. Już w 19. minucie błąd popełnił Juan Jesus, blokując ręką uderzenie z rzutu wolnego we własnym polu karnym. Sędzia Clement Turpin nie miał wątpliwości, wskazując na jedenasty metr, a Enzo Fernandez z zimną krwią zamienił „wapno” na gola. Wówczas wydawało się, że londyńczycy, dłużej utrzymujący się przy piłce, skontrolują przebieg wydarzeń. Nic bardziej mylnego.
Neapolitańczycy, choć nie dominowali, potrafili boleśnie kąsać, wykorzystując fatalną dyspozycję Wesleya Fofany. Obrońca Chelsea najpierw w 33. minucie dał się przepchnąć w szesnastce Antonio Vergarze, który płaskim strzałem pokonał Roberta Sancheza, a tuż przed przerwą ponownie zawiódł w kryciu. Tym razem spóźnił się do Rasmusa Hojlunda, a duński napastnik potężną bombą zamknął dośrodkowanie Mathiasa Olivery. Neapol oszalał ze szczęścia – w kwadrans gospodarze odwrócili losy meczu i wirtualnie mieli awans w kieszeni.
Przebudzenie The Blues i bierność Conte
Druga odsłona to jednak taktyczny nokaut w wykonaniu Liama Roseniora. Młody menedżer Chelsea potrafił wstrząsnąć zespołem, w przeciwieństwie do Antonio Conte. Włoski szkoleniowiec nie zdołał wskrzesić w swoich podopiecznych iskry, a ich postawa po przerwie była wręcz niezrozumiała. Skupienie się wyłącznie na obronie skromnego prowadzenia okazało się zgubne.
Wyrok na Napoli zaczął pisać Joao Pedro. W 61. minucie huknął z dystansu tak precyzyjnie, że Alex Meret mógł tylko odprowadzić piłkę wzrokiem. Remis 2:2 był najgorszym możliwym wynikiem – wyrzucał Napoli z pucharów, a Chelsea spychał poza czołową ósemkę. Londyńczycy chcieli jednak pełnej puli i dopięli swego w samej końcówce. W 82. minucie rezerwowy Cole Palmer genialnie obsłużył Joao Pedro, a ten po raz drugi zmusił Mereta do kapitulacji, zapewniając Anglikom upragnione rozstawienie.
Sensacyjne doniesienia z przeszłości
Porażka Conte z jego byłym klubem stała się doskonałym pretekstem do wspomnień o jego kadencji na Stamford Bridge. Włoch zdobył z Chelsea mistrzostwo w sezonie 2016/17, w czym kluczową rolę odegrał Diego Costa, autor 20 ligowych trafień. Jednak burzliwe rozstanie z hiszpańskim napastnikiem i późniejsze sprowadzenie Alvaro Moraty to historia, która mogła potoczyć się zupełnie inaczej.
Światło dzienne ujrzały właśnie sensacyjne informacje dotyczące Sergio Aguero. Legenda Manchesteru City w jednym z wywiadów przyznała, że w 2017 roku była o krok od przenosin do zachodniego Londynu. Dziennikarz Simon Phillips doprecyzował te rewelacje, twierdząc, że transfer Argentyńczyka do Chelsea był dopięty na „99,9%”.
To nie był pierwszy raz, gdy „The Blues” polowali na Aguero – klub interesował się nim jeszcze w 2009 roku, gdy ten strzelał bramki dla Atletico Madryt, w tym dwie przeciwko londyńczykom w Lidze Mistrzów. Ostatecznie wtedy postawiono na Fernando Torresa. W 2017 roku historia zatoczyła koło, a fiasko rozmów z Aguero i postawienie na Moratę (a także celowanie w Lukaku) zbiegło się z trudnym okresem Conte. Konflikt z Davidem Luizem, brak kwalifikacji do Ligi Mistrzów i zwolnienie po wygranym Pucharze Anglii zamknęły tamten rozdział.