Ostatnie dni przyniosły kibicom basketu sporo emocji zarówno na krajowym podwórku, jak i za oceanem. Podczas gdy we Włocławku fani mogą odetchnąć z ulgą po imponującym występie swojej drużyny w Trójmieście, w Oklahoma City świętują powrót kluczowego gracza, który odmienił losy spotkania z Los Angeles Lakers.
Włocławski walec wraca na właściwe tory
W tym sezonie tak przekonujące zwycięstwa Anwilu Włocławek to rzadkość – przynajmniej do tej pory. Po bolesnej porażce w Gliwicach, podopieczni z Kujaw potrzebowali mocnego impulsu i znaleźli go w starciu z wiceliderem tabeli. Mecz z AMW Arką Gdynia okazał się popisem gości, którzy wygrali aż 97:82, wysyłając jasny sygnał, że wciąż liczą się w walce o najwyższe cele.
Kluczem do sukcesu okazała się zabójcza skuteczność i kontrola wydarzeń w decydujących momentach. Anwil zagrał świetną drugą kwartę, wygrywając ten fragment 31:23, ale to ostatnia odsłona ostatecznie pogrzebała nadzieje gospodarzy. Włocławianie wygrali czwartą kwartę różnicą dziewięciu oczek, nie pozostawiając złudzeń, kto tego dnia był lepszy. Zespół z Kujaw zaprezentował wręcz koncertową grę w ataku, trafiając 28 na 42 rzuty za dwa punkty, co przełożyło się na poprawę bilansu do stanu 10-8 i zbliżenie się do czołowej szóstki ligi.
Liderzy nie zawiedli
Na parkiecie w Gdyni prym wiódł Eric Lockett, który zapisał na swoim koncie 21 punktów, będąc motorem napędowym ofensywy. Dzielnie wspierał go weteran A.J. Slaughter, dorzucając 19 oczek, jednak na szczególne wyróżnienie zasługuje wszechstronność Tylera Wahla. Amerykanin zanotował fantastyczne double-double: 12 punktów, 10 zbiórek i do tego sześć asyst.
Po stronie Arki dwoił się i troił Jarosław Zyskowski (23 punkty), ale brakowało mu wsparcia kolegów. Kamil Łączyński, mający w CV grę dla Anwilu, uzbierał 12 punktów, lecz sporym rozczarowaniem była postawa Courtneya Rameya. Amerykanin spędził na parkiecie 21 minut, rzucając w tym czasie zaledwie trzy punkty. Porażka ta nie strąciła gdynian z fotela wicelidera (bilans 12-6), ale z pewnością dała sztabowi szkoleniowemu materiał do przemyśleń.
NBA: Triumf Thunder w cieniu absencji gwiazd
Przenosimy się do USA, gdzie Oklahoma City Thunder przerwali serię dwóch porażek, pokonując Los Angeles Lakers 119:110. Bohaterem wieczoru został Jalen Williams, który wrócił do gry po dziesięciomeczowej pauzie spowodowanej urazem ścięgna udowego. Skrzydłowy nie potrzebował wiele czasu na odzyskanie rytmu – zdobył 23 punkty, z czego aż 15 w drugiej połowie, biorąc na siebie ciężar gry w kluczowych momentach.
Spotkanie toczono w specyficznych warunkach, gdyż oba zespoły musiały radzić sobie bez swoich największych gwiazd. Thunder grali bez panującego MVP ligi, Shaia Gilgeousa-Alexandra, a Lakers musieli łatać dziurę po Luce Donciciu, aktualnym liderze strzelców NBA. Nieobecność liderów sprawiła, że mecz stał się fizyczną batalią, w której sędziowie odgwizdali łącznie aż 52 rzuty wolne.
Defensywne problemy Jeziorowców
Mimo braku Luki, Lakers starali się dotrzymać kroku rywalom. LeBron James rzucił 22 punkty (14 po przerwie), a Marcus Smart i Austin Reaves dołożyli odpowiednio 19 i 16 oczek. To jednak nie wystarczyło na dobrze dysponowanych gospodarzy. Zespół z Los Angeles po raz kolejny raził nieskuteczną obroną, co kosztowało ich przerwanie serii trzech zwycięstw z rzędu. Ich domowy bilans 14-9 zaczyna wyglądać coraz bardziej przeciętnie.
Thunder natomiast pokazali siłę kolektywu. Ważne punkty z ławki dali Isaiah Joe (19 pkt) i Alex Caruso (17 pkt). W końcówce, gdy wynik oscylował wokół remisu, kluczowe rzuty trafili wracający Jalen Williams oraz Jaylin Williams, a kropkę nad „i” postawił Chet Holmgren (13 pkt, 10 zbiórek) efektowną dobitką na minutę przed końcem. Warto odnotować też występ Jareda McCaina – pozyskany niedawno z Filadelfii obrońca w swoim drugim meczu dla OKC zdobył siedem punktów.
Sytuacja zdrowotna gwiazd pozostaje kluczowym tematem. Uraz mięśni brzucha wyklucza Gilgeousa-Alexandra z nadchodzącego Meczu Gwiazd w Inglewood. Z kolei w obozie Lakers wciąż nie wiadomo, jak długo potrwa przerwa Luki Doncicia, który opuścił już drugi mecz z rzędu przez naciągnięcie ścięgna udowego.