Oto nowa mistrzyni Australian Open! Finał w Melbourne był nie tylko wspaniałą reklamą kobiecego tenisa, ale przede wszystkim potężną dawką emocji, które trzymały kibiców w napięciu przez ponad dwie godziny. Jelena Rybakina i Aryna Sabalenka wymieniały potężne ciosy, nie oszczędzając się ani na chwilę. Ostatecznie to Kazaszka zachowała więcej zimnej krwi w decydujących momentach, zwyciężając w trzech setach 6:4, 4:6, 6:4. Ten triumf ma jednak znacznie szersze konsekwencje niż tylko kolejny puchar w gablocie Rybakiny.
Alarmująca sytuacja w rankingu
Dla Igi Świątek wyniki z antypodów oznaczają poważne kłopoty. Polka pożegnała się z turniejem już na etapie ćwierćfinału, co sprawiło, że jej dorobek punktowy zatrzymał się na liczbie 7978. Dystans do liderki, Aryny Sabalenki, stał się wręcz przepaścią. Białorusinka zgromadziła 10990 punktów, wypracowując przewagę wynoszącą aż 3012 „oczek”. W praktyce oznacza to, że o powrocie na szczyt rankingu raszynianka musi prawdopodobnie zapomnieć na dłuższy czas.
To jednak nie jedyny problem naszej tenisistki. Po zwycięstwie w Melbourne Rybakina wyrasta na najgroźniejszą rywalkę w walce o pozycję wiceliderki. Kazaszka, która w ostatnich miesiącach prezentuje wyborną formę – potwierdzoną choćby triumfem w kończącym poprzedni sezon WTA Finals – traci do Świątek zaledwie 368 punktów. Biorąc pod uwagę dyspozycję nowej mistrzyni Australian Open, roszada na miejscu numer dwa wisi w powietrzu.
Kluczowe rozstrzygnięcia mogą zapaść już niebawem. Rybakina mądrze zarządza siłami, wycofując się z imprezy w Abu Zabi, by w pełni gotowości przystąpić do turnieju WTA 1000 w Dosze (8-14 lutego). Tam, w bezpośrednim starciu, zobaczymy również Igę Świątek, która będzie musiała bronić swojej pozycji.
Gwiazdozbiór zamelduje się w Kalifornii
Gdy kurz po emocjach na Bliskim Wschodzie opadnie, tenisowa karuzela przeniesie się do Stanów Zjednoczonych. Już w marcu czeka nas jeden z najbardziej prestiżowych turniejów w kalendarzu – BNP Paribas Open w Indian Wells. Organizatorzy mogą zacierać ręce, ponieważ na liście startowej widnieje cała czołowa dziesiątka rankingu WTA.
Dla Aryny Sabalenki będzie to kolejna próba zdobycia tytułu na pustynnych kortach, którego wciąż brakuje w jej kolekcji. Zadanie nie będzie łatwe, bo w stawce znajdą się byłe mistrzynie tej imprezy – Iga Świątek i Jelena Rybakina, a także głodne sukcesów Amerykanki: dwukrotna mistrzyni wielkoszlemowa Coco Gauff oraz wracająca do wielkiego grania Amanda Anisimova.
Młodość atakuje
Szczególną uwagę przykuje z pewnością Mirra Andriejewa, która powraca do „tenisowego ogrodu” w roli obrończyni tytułu. Rok temu, jako zaledwie 17-latka, dokonała rzeczy niemożliwej, odwracając losy finału z Sabalenką i sięgając po swoje drugie z rzędu trofeum rangi WTA 1000. Tamten wyczyn postawił ją w jednym rzędzie z legendami takimi jak Martina Hingis czy Serena Williams, czyniąc trzecią najmłodszą triumfatorką w historii turnieju. Dziś, jako siódma rakieta świata, Andriejewa jest już uznaną marką i nikt nie zlekceważy jej potencjału.
Rywalizacja w Indian Wells zapowiada się pasjonująco. Drabinka, rozpisana na 96 zawodniczek (z czego 32 najwyżej rozstawione otrzymają „wolny los” w pierwszej rundzie), zostanie rozlosowana w poniedziałek, 2 marca. Pierwsze piłki pójdą w ruch dwa dni później, a wielki finał zaplanowano na niedzielę, 15 marca. Gra toczy się o wysoką stawkę – zwyciężczyni dopisze do swojego konta 1000 punktów rankingowych i wzbogaci się o ponad 1,15 miliona dolarów.