Gdy siatkarze PGE GiEK Skry Bełchatów wychodzili na parkiet w 19. kolejce PlusLigi, miejscowi kibice głęboko wierzyli w upragnione przełamanie. Zespół miał za sobą trudny okres naznaczony czterema bolesnymi porażkami z rzędu, a domowe starcie z walczącym o ligowy byt beniaminkiem wydawało się idealną szansą na wyjście z kryzysu. InPost ChKS Chełm przyjechał na trudny teren i początkowo zapłacił za to wysoką cenę. Gospodarze nie zostawili niżej notowanym rywalom absolutnie żadnych złudzeń, demolując ich w premierowej odsłonie aż 25:12. Zapowiadało się na krótki, jednostronny mecz, jednak siatkówka po raz kolejny udowodniła swoją nieprzewidywalność.
Przebudzenie beniaminka
Druga partia diametralnie zmieniła obraz gry, przynosząc zaciętą walkę punkt za punkt. Żadna ze stron nie potrafiła odskoczyć na bezpieczny dystans. Chociaż w samej końcówce bełchatowianie wypracowali sobie cenne prowadzenie 21:19, drużyna z Chełma nagle wrzuciła wyższy bieg. Goście zdobyli cztery oczka z rzędu, co całkowicie odwróciło losy seta. Ostatecznie ChKS wypracował piłki setowe i wygrał 25:22. Ten moment wyraźnie dodał im skrzydeł, bo w trzecią partię weszli z imponującym impetem. Błyskawiczne prowadzenie 6:1, powiększone później do 14:8, zwiastowało kłopoty faworytów. Skra próbowała niwelować straty, doprowadzając z wyniku 21:24 do nerwowej gry na przewagi. Chełmianie zachowali jednak chłodną głowę w kluczowych momentach i wygrywając dwie decydujące akcje, objęli prowadzenie w całym spotkaniu.
Historyczny triumf gości
Czwarty set to kontynuacja doskonałej gry siatkarzy z Chełma. Ponownie zanotowali mocne otwarcie (4:1), a choć gospodarze zdołali na moment złapać kontakt, goście szybko im uciekli na 9:6. Imponująca seria punktowa beniaminka wywindowała wynik na 16:10. Pachniało sensacją. W decydującą fazę partii ChKS wchodził z bezpiecznym zapasem pięciu punktów (20:15). Bełchatowianie rzucili się jeszcze do desperackiej pogoni, walcząc dosłownie o każdą piłkę. Zdołali nawet obronić dwa meczbole, przyprawiając kibiców o szybsze bicie serca. Przy trzeciej próbie musieli już jednak skapitulować. Przegrali 23:25, pieczętując jedną z największych niespodzianek tego sezonu PlusLigi.
Kłopoty faworytek w Bundeslidze
Fala siatkarskich sensacji nie ograniczyła się tego weekendu wyłącznie do polskich parkietów. Niezwykle podobny scenariusz rozegrał się w lidze niemieckiej, gdzie obrończynie tytułu niespodziewanie potknęły się w walce o półfinał mistrzostw kraju. SSC Palmberg Schwerin, trzecia siła rundy zasadniczej, przyjechało do Akwizgranu w komfortowej sytuacji. Po ubiegłosobotnim, gładkim zwycięstwie 3:0 w pierwszym meczu ćwierćfinałowym, wydawało się, że drugie starcie (rozgrywane do dwóch wygranych) z szóstymi w tabeli Ladies in Black Aachen będzie czystą formalnością.
Akwizgran stawia twarde warunki
Podopieczne trenera Felixa Koslowskiego fatalnie weszły w to spotkanie. Miejscowe siatkarki grały odważnie, szybko odskakując na 13:8. Mimo że ekipa ze Schwerina ruszyła do odrabiania strat i w końcówce doszła rywalki na 20:21, otwierająca partia ostatecznie padła łupem gospodarzy. Drugi set przyniósł jeszcze większą frustrację dla faworytek. Zespół SSC prowadził już 19:17, by chwilę później kompletnie stanąć. Zawodniczki z Akwizgranu zdobyły cztery punkty w jednej serii, skutecznie dowożąc przewagę do końca i wygrywając 25:22.
Decydujący cios i widmo eliminacji
Mistrzynie Niemiec przebudziły się dopiero w trzeciej odsłonie. Zdecydowana poprawa jakości gry zaowocowała całkowitą dominacją na parkiecie i wygraną 25:13. Mogło to zwiastować wielki powrót faworytek do meczu, ale w czwartym secie inicjatywę ponownie przejęły zmotywowane Ladies in Black. Błyskawicznie objęły prowadzenie 9:4. Drużyna ze Schwerina nie potrafiła już znaleźć odpowiedzi na tak dysponowane rywalki. O bezradności gości najlepiej świadczy fakt, że gospodynie wypracowały sobie aż dziewięć piłek meczowych. Wykorzystały czwartą z nich, ustalając wynik seta na 25:18 i triumfując w całym spotkaniu 3:1. Zwycięstwo ekipy z Akwizgranu wyrównało stan rywalizacji, co oznacza, że o ostatecznym awansie do najlepszej czwórki zadecyduje trzeci, niezwykle emocjonujący pojedynek.