Arsenal walczy o potrójną koronę. Po niedawnej, bolesnej porażce z Manchesterem City w finale Carabao Cup, londyńczycy wciąż pozostają głównymi faworytami do triumfu w Premier League, Lidze Mistrzów oraz Pucharze Anglii. Ten imponujący marsz po trofea, mający w założeniu zakończyć blisko sześcioletnią posuchę klubu, nie jest dziełem przypadku. To efekt żmudnej pracy Mikela Artety, którego metody szkoleniowe i rozwój drużyny od 2019 roku obrastają już powoli legendą. Były gracz „Kanonierów”, Alex Oxlade-Chamberlain, rzucił ostatnio nowe światło na kulisy pracy hiszpańskiego menedżera. Wprost nazwał jego dbałość o detale całkowicie „szaloną”.
Rewolucja zaczęła się w szatni
Zamiłowanie obecnego trenera do taktyki kiełkowało na długo przed tym, nim objął on stery na Emirates Stadium w swojej pierwszej samodzielnej roli szkoleniowca. Oxlade-Chamberlain, który trafił do klubu w to samo letnie okienko transferowe co Hiszpan i grał z nim przez pięć lat, wspomina ten czas niezwykle wyraźnie. Ówczesny menedżer, Arsene Wenger, reprezentował inną generację i ufał przede wszystkim własnej filozofii. W jego optyce drużyna miała skupiać się na sobie, a właściwe realizowanie własnych założeń gwarantowało zwycięstwo. Problem pojawiał się w wielkich meczach, chociażby przeciwko Manchesterowi City, gdzie piłkarzom brakowało precyzyjnych instrukcji dotyczących rzutów rożnych czy szczegółowego ustawienia rywala. Szkicowanie linii na tablicy przez Wengera przestało wystarczać.
Wtedy inicjatywę przejmował Arteta. Jeszcze jako zawodnik wymusił na zespole dodatkowe spotkania analityczne, podczas których rozpracowywano przeciwników na czynniki pierwsze. Ten analityczny zmysł przerodził się dziś w bezkompromisowy reżim taktyczny. Oxlade-Chamberlain doświadczył tego na własnej skórze zupełnie niedawno. Przed podpisaniem kontraktu z Celtikiem, tuż po wygaśnięciu umowy z Besiktasem, trenował z Arsenalem przez trzy miesiące. Przyznał otwarcie, że poziom skomplikowania na zajęciach wręcz otworzył mu oczy. W Liverpoolu spotkał się z nieco prostszym, odmiennym podejściem, podczas gdy obecny system Arsenalu bardzo mocno przypomina mu to, jak w powszechnej wyobraźni funkcjonują perfekcyjnie ułożone zespoły Pepa Guardioli.
Najsłabsze ogniwo perfekcyjnego mechanizmu
Można by zatem założyć, że w tak idealnie naoliwionej maszynie absolutnie każdy element będzie funkcjonował bez zarzutu. Tymczasem największa letnia inwestycja londyńskiego klubu pozostaje na ten moment gigantycznym rozczarowaniem. Viktor Gyokeres kosztował niespełna 67 milionów euro i przychodził na Wyspy z łatką absolutnej gwiazdy. Sezon 2024/2025 faktycznie należał do niego. W barwach Sportingu Lizbona Szwed zanotował fenomenalny bilans, zdobywając 54 bramki w 52 występach na wszystkich frontach. Przeskok do Premier League brutalnie zweryfikował jednak 27-latka, dla którego nowe środowisko okazało się zbyt wymagające.
Siedem trafień w 24 rozegranych do tej pory meczach to przepaść w porównaniu z jego portugalskimi wyczynami. Problem leży zresztą znacznie głębiej niż w samej nieskuteczności, bo Gyokeres często wygląda w Arsenalu jak ciało obce. Potwierdzają to bezlitosne dane opublikowane przez „The Telegraph”, które wzięły pod lupę wpływ napastników ligi na kreowanie akcji. W zestawieniu uwzględniono 33 zawodników z przynajmniej 500 rozegranymi minutami.
Brutalna weryfikacja na boisku
Liczby nie pozostawiają złudzeń. Z całej analizowanej stawki to właśnie szwedzki snajper najczęściej notuje straty. Zajmuje odległe, 31. miejsce w klasyfikacji celnych podań. Kompletnie nie radzi sobie fizycznie – uplasował się na 30. lokacie pod względem wygranych pojedynków na murawie i zaledwie dwa oczka wyżej w starciach powietrznych. Trudno uciec od wniosku, że pod wieloma względami pozostaje na boisku po prostu bezproduktywny.
Zadaniem napastnika jest przede wszystkim strzelanie goli, a skoro i tego brakuje, sytuacja staje się napięta. Mikel Arteta, wierny swojemu skomplikowanemu systemowi, wciąż publicznie broni Gyokeresa. Szkoleniowiec przekonuje, że sama obecność Szweda i jego praca na boisku otwierają mnóstwo przestrzeni dla pozostałych zawodników ofensywnych. Taktyczne detale, do których Arteta przywiązuje tak ogromną wagę, mogą na razie usprawiedliwiać ten transfer. Granica cierpliwości kibiców nie jest jednak nieskończona. Jeśli najdroższy letni nabytek wkrótce nie poprawi swojej gry i nie poprze jej konkretnymi liczbami, nikt nie będzie już brał analitycznych tłumaczeń menedżera na poważnie.