Nadchodzące okienko transferowe zapowiada się na Anfield niezwykle pracowicie. Z jednej strony „The Reds” zbroją się do walki o najwyższe cele i szukają głośnych wzmocnień w ofensywie, a z drugiej – mogą całkiem nieźle zarobić na zawodnikach, którzy nawet nie zdążyli zadebiutować w ich pierwszej drużynie. Doskonałym przykładem takiej sytuacji jest Luca Stephenson. Ten 22-letni pomocnik w sierpniu ubiegłego roku podpisał nowy, długoterminowy kontrakt z Liverpoolem, po czym od razu udał się na drugie z rzędu wypożyczenie do szkockiego Dundee United. W obecnych rozgrywkach zaliczył 33 występy, budując bardzo solidną markę, choć w ostatnich tygodniach nieco przystopowała go kontuzja ścięgna udowego.
Pieniądze za brak debiutu
Menedżer szkockiego klubu, Jim Goodwin, bardzo chętnie zatrzymałby pomocnika na kolejny sezon. 44-letni szkoleniowiec twardo stąpa jednak po ziemi. W niedawnej rozmowie z dziennikiem „The Courier” przyznał szczerze, że Stephenson najprawdopodobniej myśli już o ostatecznym zakotwiczeniu w jednym miejscu na stałe. Chłopak jest rzucany po wypożyczeniach od kilku lat, a jego obecny pobyt na Tannadice to i tak najdłuższy okres stabilizacji w dotychczasowej karierze. Goodwin słusznie zakłada, że zawodnik będzie chciał wreszcie zrobić krok naprzód. Skoro wciąż wiąże go umowa z Liverpoolem, a w Szkocji radził sobie naprawdę dobrze, ewentualny kupiec musi liczyć się z dość pokaźną kwotą odstępnego.
Co dalej z karierą 22-latka?
Zarząd z Anfield musiał pokładać w nim spore nadzieje, skoro zeszłego lata nagrodził go nowym kontraktem. Pytanie tylko, czy w wieku 22 lat, bez choćby jednego oficjalnego meczu o stawkę w pierwszej drużynie, ma on w ogóle realne szanse na przebicie się do składu? Owszem, pomocnik w ostatnich latach robił świetne wrażenie podczas okresów przygotowawczych. Zebrał też bezcenne doświadczenie przez dwa sezony regularnej gry w szkockiej Premiership. Z pewnością będzie chciał pójść za ciosem, zamiast patrzeć, jak jego kariera nagle wyhamowuje. Trudno jednak wyobrazić sobie, by w najbliższym czasie zdołał na stałe wywalczyć miejsce w zespole prowadzonym przez Arne Slota, a co dopiero myśleć o regularnej grze w wyjściowej jedenastce. Zimą lub latem na biurku dyrekcji sportowej Liverpoolu może pojawić się mnóstwo ofert za 22-latka. Klub raczej nie będzie blokował transferu definitywnego, jeśli na stole wylądują odpowiednie pieniądze, a sam gracz będzie zdeterminowany, by odejść.
Ofensywna przebudowa i wzrok zwrócony na Paryż
Zastrzyk gotówki ze sprzedaży młodszych graczy z pewnością przyda się na rynku transferowym, bo cele „The Reds” są wyjątkowo ambitne. Na celowniku Anglików znaleźli się skrzydłowi naszpikowanego gwiazdami Paris Saint-Germain. Paryżanie dysponują obecnie jedną z najsilniejszych kadr na świecie, mając niemal na każdej pozycji dwóch zawodników absolutnie światowej klasy. W ataku panuje wręcz niesamowity ścisk. Chwicza Kwaracchelia, Desire Doue i Bradley Barcola to gracze, którzy zasługują na to, by grać w każdym możliwym spotkaniu. Problem w tym, że o te same miejsca w przyszłym sezonie będą z nimi walczyć Ousmane Dembele i Randal Kolo Muani. Oznacza to brutalną matematykę – w każdym meczu przynajmniej dwóch topowych graczy będzie musiało obejść się smakiem. Ostatnio, głównie z powodu urazu, ze składu wypadał Barcola, ale gdy cała ofensywa jest w pełni sił, rywalizacja o trzy miejsca w ataku PSG robi się mordercza.
Szansa na hitowy transfer
Taka sytuacja kadrowa we francuskim zespole to idealna okazja dla gigantów Premier League. Mistrzowie Francji mogą być otwarci na sprzedaż jednej ze swoich gwiazd, by nieco przewietrzyć szatnię. Jak przyznaje dziennikarz David Lynch, Liverpool ma spore, bo wynoszące jeden do trzech, szanse na zakontraktowanie latem kogoś z tej ofensywnej śmietanki. „The Reds” w zasadzie mają chrapkę na wszystkich skrzydłowych z Paryża. Podoba im się Barcola, cenią Doue, a Kwaracchelia to w ogóle nazwisko z samej góry ich listy życzeń, jeśli tylko będzie latem na sprzedaż. Wiele wskazuje na to, że francuski gigant zdecyduje się na poświęcenie tylko jednego ze swoich atakujących. Uzyskane w ten sposób środki klub miałby przeznaczyć na sprowadzenie kogoś o nieco innym profilu, jak na przykład Yan Diomande. To z kolei sprawia, że okienko transferowe Liverpoolu może okazać się niezwykle fascynujące, łącząc pragmatyczną sprzedaż wychowanków z polowaniem na największe nazwiska w Europie.