FC Barcelona to od zawsze coś więcej niż klub, a ten sezon brutalnie to udowadnia, gdy tylko spojrzymy na to, co wykluwa się w ich strukturach w różnych dyscyplinach. Na piłkarskiej murawie objawił nam się właśnie chłopak, który wjechał do bramki ekipy Hansiego Flicka z drzwiami i futryną. Joan Garcia, 24-letni wychowanek Espanyolu, jest obecnie gigantyczną nadzieją nie tylko Dumy Katalonii, ale i całej reprezentacji Hiszpanii. Zgodnie z oczekiwaniami został niekwestionowanym numerem jeden, a swoimi kapitalnymi występami wręcz zamknął drogę do składu na najważniejsze mecze takim wygom jak Wojciech Szczęsny czy Marc-Andre ter Stegen. To brzmi wręcz kosmicznie, jeśli weźmiemy pod uwagę, jak skrajnie różne są etapy kariery jego konkurentów. Szczęsny przecież dopiero co wznowił karierę po przejściu na emeryturę, żeby ratować sytuację kadrową Barcy, a Ter Stegen, po kilku przymiarkach do odejścia, wylądował ostatecznie na wypożyczeniu w Gironie.
Samo wygryzienie takich nazwisk to jedno, ale Garcia w ogóle nie ukrywa, że bez ich wsparcia nie byłby dziś w tym miejscu. W rozmowie z katalońskim „Sportem” wprost przyznał, że chłonie wiedzę weteranów jak gąbka. Dela i Tek, bo tak o nich mówi, potężnie pomagają mu w szlifowaniu detali. Chodzi tu głównie o takie niuanse jak odpowiednie ustawianie się w bramce czy czytanie gry. Młody Hiszpan świetnie zdaje sobie sprawę z tego, że współczesny futbol wymaga od golkiperów perfekcyjnego przygotowania na każdej płaszczyźnie i praktycznie nie ma już elementów, których nie musieliby trenować.
Treningi pod okiem Polaka i Niemca dały mu solidnego kopa do rozwoju, choć z tym drugim trochę się minęli. Przez uraz Ter Stegena w pierwszej części sezonu panowie nie spędzali ze sobą zbyt wiele czasu, ale mimo to Garcia wypowiada się o kapitanie w samych superlatywach. Docenia jego spektakularne mecze na najwyższym poziomie i ogromny szacunek, jakim cieszy się w szatni, podkreślając, że sama możliwość dzielenia z nim miejsca w klubie napawa go wielką dumą. A przed zespołem kluczowe miesiące. Mistrz Hiszpanii i półfinalista poprzedniej edycji Ligi Mistrzów ma w 2025 roku chrapkę nie tylko na obronę tytułów na krajowym podwórku i skompletowanie potrójnej korony, ale też na ostateczny triumf w Europie. Mając w bramce chłopaka typowanego do wyjazdu na mundial w 2026 roku, te plany wcale nie wydają się przesadzone.
Kiedy piłkarska sekcja zaciera ręce na myśl o sukcesach budowanych na barkach Garcii, koszykarskie zaplecze Blaugrany wypuszcza w świat absolutną perełkę. I to w kierunku, który zawsze elektryzuje środowisko – prosto do akademickiej potęgi w amerykańskiej NCAA. Joaquim Boumtje Boumtje, ponad dwumetrowy środkowy na co dzień grający w młodzieżowych strukturach FC Barcelony, właśnie zadeklarował dołączenie do legendarnych Duke Blue Devils. Mówimy tu o wszechstronnym wysokim, ocenianym na pełne pięć gwiazdek, który uchodzi za jednego z najlepszych prospektów w swoim roczniku. Co ciekawe, chłopak skończy 17 lat dopiero pod koniec maja i dołączy do klasy rekrutacyjnej 2026. Przepisy są tutaj nieubłagane – ze względu na wiek będzie musiał spędzić w college’u dwa pełne sezony, zanim uzyska prawo zgłoszenia się do draftu NBA w 2028 roku.
Jego liczby w Europie robią konkretne wrażenie. W tym sezonie w barwach Barca Liga U, czyli de facto w zespole rozwojowym, notował średnio 16.2 punktu, 6.5 zbiórki i 1.8 asysty, spędzając na parkiecie ledwie 23 minuty na mecz. Prawdziwy show dał jednak na prestiżowym turnieju adidas NextGen zorganizowanym na początku tego roku, z którego wyjechał ze statuetką MVP, kręcąc statystyki na poziomie blisko 19 punktów i blisko 9 zbiórek. Skauci rozpływają się nad tym, co ten chłopak wnosi na parkiet. To przede wszystkim niesamowite czucie gry. Ten leworęczny podkoszowy ma świetny dotyk i wyjątkowo miękką rękę. Potrafi wyciągnąć grę poza łuk i grozić rzutem za trzy, a w strefie podkoszowej doskonale rozumie kąty i wie, jak wypracować sobie odpowiednią dźwignię na rywalu. Oczywiście są pewne znaki zapytania, głównie w kwestii motoryki. Skauci wytykają mu nieco ciężkie nogi, ale chłopak z nawiązką nadrabia to świetnym ustawianiem się pod obręczą. Kapitalnie zbiera w swojej strefie, odwalając brudną robotę na długo przed tym, jak piłka w ogóle odbije się od tablicy, co pozwala mu na regularne budowanie przewagi w pomalowanym.
Koszykówkę ten młody gigant ma po prostu we krwi. Zanim kilka lat temu trafił do Hiszpanii, wychowywał się w St. Petersburg na Florydzie. Jest synem Rubena Boumtje Boumtje, byłego środkowego, który na początku lat dwutysięcznych zaliczył epizod w NBA w barwach Portland Trail Blazers. Teraz Joaquim dopisuje swój własny, całkiem imponujący rozdział, wbijając do naszpikowanej gwiazdami klasy rekrutacyjnej Duke. Jon Scheyer buduje w Durham prawdziwego potwora. Do zespołu dołączą z nim tacy giganci (sklasyfikowani w absolutnej ciosówce rankingu) jak silny skrzydłowy Cam Williams, rozgrywający Deron Rippey Jr., rzucający Bryson Howard czy inny świetny środkowy Maxime Meyer. Scheyer mocno zamieszał też w portalu transferowym, wyciągając z niego Johna Blackwella z Wisconsin oraz Drewa Scharnowskiego z Belmont.
Barcelona może i traci Boumtje na rzecz amerykańskiej koszykówki, zamiast budować wokół niego przyszłość własnej pierwszej drużyny, ale to ostatecznie bez znaczenia dla oceny całego ekosystemu. Niezależnie od tego, czy mówimy o gościu, który zamyka dostęp do bramki na piłkarskich salonach w Hiszpanii, czy o gigancie, który za chwilę zacznie terroryzować podkoszowych w lidze akademickiej za oceanem, katalońska machina doskonale wie, jak szlifować diamenty.