Wyjazdowy mecz Orlen Oil Motoru Lublin ze Stelmetem Falubazem zakończył się pewnym zwycięstwem gości 50:40. Za tym suchym wynikiem kryje się jednak kawał ciężkiej harówy. Drużyna z Lublina musiała zmierzyć się w Zielonej Górze nie tylko z gospodarzami, ale też z lukami w składzie, kaprysami sprzętu i lejącym się z nieba żarem.
Bohater w cieniu lidera
Bartosz Zmarzlik pojechał swoje – 11 punktów i bonus w zaledwie czterech startach to wynik, do którego zdążył nas przyzwyczaić. Jednak po spotkaniu kapitan „Koziołków” nie miał zamiaru przypisywać sobie głównych zasług. Zamiast tego całą chwałę oddał Fredrikowi Lindgrenowi.
Szwed wyjechał na tor, choć gołym okiem było widać, że wciąż odczuwa skutki kontuzji i brakuje mu sporo do optymalnej dyspozycji fizycznej. Mimo to „Fredka” dowiózł bezcenne punkty w najbardziej stykowych momentach. Zmarzlik wprost nazwał go bohaterem meczu. Taka jazda na zaciśniętych zębach mocno podbudowała morale drużyny, zwłaszcza w obliczu problemów kadrowych. Tuż przed meczem z awizowanego składu wypadł z powodów zdrowotnych kluczowy junior, Bartosz Bańbor. Utrata tak ważnego ogniwa oznaczała, że reszta ekipy musiała włączyć maksymalną koncentrację już od pierwszego biegu.
Walka z termometrem i sprzętowe łamigłówki
Ściganie przy W69 zamieniło się w prawdziwy test przetrwania. Ekstremalny upał dawał się we znaki równie mocno zawodnikom, co maszynom. W parkingu mechanicy dosłownie walczyli o to, by silniki się nie zagotowały, a żużlowcy ratowali się lodem, chłodniami i litrami wody.
Co ciekawe, nawet Zmarzlik, który zazwyczaj lata po zielonogórskim owalu z zamkniętymi oczami, tym razem musiał się solidnie napocić już na etapie przygotowań. Próba toru okazała się dla niego sporym rozczarowaniem.
Zawsze biorę na test dwa motocykle i wybieram ten lepszy. Tym razem jednak oba spisywały się po prostu przeciętnie i miałem spory ból głowy. Dawno nie musiałem dokonywać aż tak radykalnych korekt w ustawieniach na krótko przed startem.
Ostatecznie lider Motoru potrafił wyciągnąć odpowiednie wnioski w parku maszyn. Równa jazda całego zespołu i taktyczna elastyczność pozwoliły gościom zgarnąć pełną pulę, udowadniając, że mistrzowie Polski potrafią punktować nawet wtedy, gdy okoliczności zdecydowanie im nie sprzyjają.